| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        


plakaty.blox.pl @ Facebook

Mierzwiak @ deviantART

OPIUM | Kino, film, plakaty, zwiastuny

Film - POLTERGEIST

kontakt

Kategorie: Wszystkie | Plakaty
RSS
niedziela, 18 sierpnia 2013
Plakatowo #20

   

  

  

1) Aliens (Obcy - decydujące starcie), Ken Taylor
2) Elysium (Elizjum), Sam Smith
3) The Great Gatsby (Wielki Gatsby, 2013), Adam Maida
4) Tonari no Totoro (Mój sąsiad Totoro), Victor Vercesi
5) The Thing (Coś), Tomasz Opasiński
6) Vertigo (Zawrót głowy), Gary Pullin

piątek, 16 sierpnia 2013
"Wszystkie kobiety Mateusza": Serce nie sługa, a photoshop?

Możliwe, że już TO widzieliście, czy to na profilu PLAKATÓW na Facebooku, czy na jakiejś innej stronie. Jeśli nie, teraz zobaczycie TO po raz pierwszy. Czym jest TO? Graficznym materiałem reklamowym filmu Wszystkie kobiety Mateusza. (nie mylić z Ojcem Mateuszem i wszystkimi kobietami, jakie wyspowiadał/wsadził do więzienia, on nie wie co to punkt G) Fenomenem, najprawdziwszym cudem i katastrofą o apokaliptycznych proporcjach zarazem. Pojawiło się niepostrzeżenie na serwerze z materiałami prasowymi Kino Świata, po czym eksplodowało i rozprzestrzeniło się po sieci.

Nie próbujcie jednak z TYM walczyć. Nie opierajcie się, nie padajcie na kolana i nie wzywajcie Boga. Nie negujcie TEGO. Po prostu spójrzcie. I uwierzcie.

   

Nie będę TEGO komentować. Nie chcę. Zamiast tego zestawiłem TO z nagrodzonym przyznawaną przez The Hollywood Reporter Key Art Award (w kategorii "Plakat międzynarodowy") grafiką Tomasza Opasińskiego, która opiera się na dokładnie tym samym pomyśle, czyli ukazaniu serca poprzez tworzące jego kształt obiekty.

Prawie takie same, prawda?

sobota, 10 sierpnia 2013
Co tam, panie, w polskim plakacie? #4: Wydanie wojenno-powstańcze


dystr. Odyssey Films

Déjà vu z 1920 Bitwy Warszawskiej, oj niedobrze! Pamiętacie te potworki? Szybkość z jaką ich projekcja pojawiła się w mojej głowie po zobaczeniu plakatu do Był sobie dzieciak najwyraźniej świadczy o tym, że jednak nie udało mi się zepchnąć ich w otchłań niepamięci, no ale trudno. Rzecz w tym, że podobnie jak tam, tak i tutaj mamy do czynienia z pokracznym udawaniem rysunku/malunku oraz radosnym typografiotwórstwem.

Dlaczego udawaniem? Bo wyraźnie chciano pójść w stylizację na rysunek wykonany ołówkiem, ale coś poszło bardzo nie tak. Umiejętności jakieś tam są, tego krytykować nie zamierzam (choć, bądźmy szczerzy, chwalić też nie ma czego), gorzej natomiast z samą formą, a raczej jej obrzydliwą cyfrowością. Wygląda to tak dziwnie i nienaturalnie, że bardziej się już chyba nie dało. Dla jasności: nie wymagam od autora, by faktycznie usiadł z ołówkiem nad arkuszem papieru, a następnie zeskanował swoją pracę, ale jestem zaskoczony i zażenowany tym dziwadłem, bo taki np. ArtRage, który dostałem razem z tabletem, naśladuje ołówek (i nie tylko) w sposób co najmniej bardzo dobry. Wymagam za dużo? Nie sądzę.

Dość jednak o samej technice wykonania, bo nie ona jest tu najgorsza. Ta latarnia (kolumna?) strzelająca po skosie w prawo, ta fatalna kamienica w tle (która zdaje się wyrastać z... skądś tam) dzieląca na pół przestrzeń między latarnią, a Magdaleną Cielecką, która to z kolei leci lekko w dół i na lewo... Jakby tego było mało, wspomniana kamienica jest czerwona, przez co jeszcze bardziej uwidacznia się jej skos, a że dodatkowo typografia (nie chcę nawet zaczynać na ten temat) tak pięknie przechylona jest na lewo, to w efekcie latarnia odlatuje już na całego. Kierunek? Księżyc!

Halo? Kompozycjo? Jesteś tu? Nikt nie odpowiada. W zastępstwie występuje burdel razy padaka podzielić przez amatorstwo. Optymistycznie zakładam, że ten wyraźny, biało-czerwony akcent to tylko przypadek, bo przecież każdy wie, że flaga naszego kraju podzielona jest na biel i czerwień w poziomie, a nie w pionie. Każdy. Każdy, prawda?

 
dystr. Kino Świat

Poznajecie? Tak, to jeden z TYCH momentów w historii polskiego plakatu. Pisałem o nim 28 sierpnia 2009 roku i jeśli zastanawialiście się, co się stało z tym filmem (ja nie), to najwyraźniej w końcu powstał, bo oto po czterech latach wraca z nieco zmienionym tytułem i już bez hasła "Pierwszy w wolnej Polsce film o Powstaniu Warszawskim", które to nieco się, ekhm, zdezaktualizowało i tytuł ten przygarnął sobie Był sobie dzieciak. (patrz wyżej)

Skoro wrócił film, to nie mogło obyć się bez nowego plakatu. military z forum KMF skomentował go krótko:

Plakat jak okładka jakiejś bezbudżetowej gry sprzedawanej w kioskach za 11,99.

Lepiej bym tego nie ujął i w tym właśnie problem; o ile okładki gier za 11,99 zł wyglądają jak wyglądają, co ani trochę mnie nie dziwi, a tym bardziej nie przeszkadza, ot, jest to nisza, której istnienie toleruję i ignoruję zarazem, tak plakat filmowy na takim właśnie poziomie to rzecz skandaliczna. Mógłbym nazwać go rzygiem, miałem nawet taki zamiar, ale byłoby to nieadekwatne określenie, bo w niedzielne, post-imprezowe poranki na chodnikach można zobaczyć wymioty odznaczające się większymi walorami estetycznymi i lepszą kompozycją.

Pomysł uczynienia głównym bohaterem plakatu anonimowego statysty? Wow.

Płonący Prudential, którego bryła spoczywa na karabinie? #AWANGARDA

Żołnierz widoczny w tle, po prawej, stawiający czoła niemieckiemu okupantowi oraz ziemi, w której tkwi niemal po pas? Co za wola walki! Pisząc jednak zupełnie serio, to doprawdy fascynujące, co tam się dzieje. Ktoś tu chyba bardzo nie chciał, by pasek karabinu nachodził na żołnierza, więc zmniejszył go w celu zmieszczenia w tej niewielkiej przestrzeni, ale nie za bardzo, bo jednak musi być widać, że to człowiek. Teraz z kolei nogi przeszkadzały, no to ciach! Niech biegnie w jakimś dole, a że wygląda jakby był zakopany? Oj tam, oj tam, w tle nikt tego nie zauważy.

Paździerz!

Jeszcze słówko bezpośrednio do dystrybutora: kiedy zrozumiecie, że tytuł wcale nie musi być DUŻY i SZEROKI na cały plakat? Tutaj zrobiliście to po raz kolejny i po raz kolejny wygląda to tak samo koszmarnie. Poza tym symbol Powstania oznacza PW, a PW to nie to samo co P, kapewu?


dystr. Odyssey Films

Gdybyście mieli na podstawie plakatu zgadnąć jaki gatunek reprezentuje dany film i/lub o czym może być, to co byście powiedzieli patrząc na poster W ukryciu? Osobiście wyczuwam tu mocno thrillerowe wibracje w stylu Nagie zauroczenie 6: Powrót fatalnego instynktu.

W kontekście plakatu opis fabuły mocno zaskakuje (IIWŚ), a z drugiej, razem z trailerem, potwierdza słuszność skojarzeń z tandetnymi thrillerami o psychopatkach. Bez znajomości filmu trudno oczywiście powiedzieć czy jest to trafna, czy może jednak zmanipulowana, obliczona na zainteresowanie większej liczby widzów reprezentacja filmu. Ile będzie tam thrillera, ile lesbijskiej miłości (co to za dyszenie? będą momenty?), a ile wojny i dramatu, nie wiem, póki co dramatem jest tu typografia i standardowy już w przypadku polskich plakatów brak pomysłu, co w tym przypadku boli o tyle, że połączenie takiej fabuły, tematyki i czasu akcji ma autentycznie ogromny, plakatowy potencjał. Szkoda.

środa, 07 sierpnia 2013
20. rocznica: "Jurassic Park"

Przy okazji 20. rocznicy Powrotu Batmana wspomniałem, że nie ma filmów idealnych. Bo to prawda, przynajmniej obiektywnie (sic!), ale przecież nie znaczy to, że nie możemy niektórych w ten sposób postrzegać. Jeśli więc zapytalibyście mnie, które filmy uważam za idealne, pierwszym tytułem jaki bym wskazał byłoby oczywiście wspomniane Bat-opus magnum Tima Burtona. Drugim? Heat (Gorączka) Michaela Manna, nie inaczej, a trzecim? Nie muszę się nawet zastanawiać - Jurassic Park.

Magia kina w najczystszej postaci, perfekcyjny miks kina familijnego, sci-fi i thrillera, jaki mógł wyjść tylko spod ręki Stevena Spielberga (przynajmniej tamtego, który wiedział jak się kręci filmy przez duże F, pamiętacie go jeszcze?) i lista kultowych/genialnych/niezapomnianych scen tak długa, że nie ma sensu nawet zaczynać ich wyliczania. Do tego nieśmiertelny, przepiękny motyw muzyczny Johna Williamsa i najlepsze efekty komputerowe. Powtarzam: Jurassic Park, film, który powstał 20 lat temu, ma NAJLEPSZE CGI W HISTORII KINA. Jakieś pytania?

  

Czy jest ktoś (pytanie to kieruję raczej do dorosłych już kinomanów, którzy na Parku Jurajskim przynajmniej się wychowali), kto nie kojarzy tego charakterystycznego logo ze szkieletem Tyranozaura? ("You said you've got a T-Rex?") Pewnie nie. Wiecie dlaczego? Bo było obecne nie tylko w filmie jako logo Parku, ale dlatego, że to jedyna (!) graficzna forma reklamy tego filmu.

Tak, zgadza się. Najbardziej kasowy film Spielberga (prawie stuknęło dziewięć zer), produkcja, która zawładnęła wyobraźnią widzów na całym świecie promowana była przez dwa skromniutkie, nieznacznie tylko różniące się plakaty. Nie do pomyślenia? Z punktu widzenia obowiązujących dzisiaj standardów, owszem, ale nie dwadzieścia lat temu.

Stwierdzenie, że w cudownych latach 90-tych twórcy plakatów szli w jakość, a nie ilość byłoby dość trywialnym uproszczeniem, bo już wtedy wyraźny był trend większej ilości posterów, w tym z poszczególnymi bohaterami filmu, a i prawdziwych gniotów wśród nich nie brakuje. Faktem jednak jest, że o ile dzisiaj jedna produkcja potrafi mieć ponad 25 plakatów, z których w dodatku żaden nie jest dobry (to o Tobie, Wielki Gatsby), tak wtedy jeden poster wystarczył, by od razu przejść do historii. Wystarczy zresztą rzucić okiem na listę najsłynniejszych, najlepszych, czy też po prostu ulubionych filmów z tamtego okresu by zdać sobie sprawę, że przytłaczająca większość ich plakatów to absolutne klasyki.

Logo Sandy'ego Collori, powstałe w oparciu o stworzoną na potrzeby okładki powieści Michaela Crichtona grafikę Chipa Kidda ze szkieletem T-Rexa, przyciąga wzrok i nie pozwala o sobie zapomnieć. Cynik zapewne stwierdziłby, że takie przecież miało i powinno być, w końcu zabawki, których fala zalała sklepy po premierze filmu musiały się sprzedawać i być opatrzone charakterystycznym, rozpoznawalnym przez dzieci logo, ja jednak wolę zostać przy tym, że to genialna w swej prostocie reprezentacja arcydzieła Spielberga. Od 1993 roku żadne filmowe logo nie było w stanie nawet zbliżyć się do niego ani pod względem projektu, ani tym bardziej rozpoznawalności.

Jest wreszcie tagline, który zawiera taką ilość epy, że starczyłoby na obdzielenie nią i tuzina innych filmów.

  

Pierwszy poster (z lewej) to zaskakująco udany powrót do Parku. Nie tylko udało się uniknąć plakatastrofy© jaka spotkała inne trójwymiarowe powroty po latach (Titanic, Mroczne widmo), ale przede wszystkim zrobić grafikę daleką od niekoniecznie dobrych, współczesnych standardów, zaskakująco stonowaną, oszczędną i z szacunkiem podchodzącą do filmu. Wjazd do Parku sparafrazowany jako wejście do kina na Jurassic Park 3D? Trochę kiczowate, ale też bardzo sympatyczne i zaskakująco prawdziwe; w tym przypadku za drzwiami sali kinowej naprawdę czekało coś wielkiego.

Nawiązujący do sceny ucieczki przed T-Rexem i jednocześnie zawierający mini żart z niej (napis na lusterku) drugi plakat wersji 3D jest... nie wiem jaki, ponieważ coś bardzo, ale to bardzo przeszkadza mi w ocenieniu go. Za bardzo kocham ten film, za bardzo mam utrwalone w głowie genialne projekty dinozaurów, by bez mrugnięcia okiem zaakceptować taki badziew. Nie wiem co to jest, czy grafik który zaprojektował tego dinozaura oglądał w ogóle Jurassic Park, czy tworzył na podstawie czyjegoś opisu, ale TO NIE JEST T-REX Z FILMU. Nie mam nic więcej do dodania na jego temat.

Oczywiście w idealnym świecie wersję rocznicową reklamowałby poster JC Richarda, no ale nie można mieć wszystkiego.

Na koniec chciałbym Wam pokazać fantastyczną grafikę autorstwa lermsa pt. "Clever Girl" (nie kojarzycie z której to sceny? wstyd!), będącą częścią świętującego 20-lecie filmu projektu DINO-DNA.

niedziela, 04 sierpnia 2013
"Thor: The Dark World"

Po fatalnych kampaniach Avengers i Iron Mana 3 oraz ładnym, acz bezcelowym pierwszym posterze (to mógłby być plakat pierwszego Thora, to mogłaby być część serii z poszczególnymi Avengersami), po kolejnych grafikach z Thor: The Dark World nie spodziewałem się niczego szczególnego. Marvelowi udało się mnie jednak zaskoczyć; po kliknięciu na news z cieplutkim jeszcze plakatem zareagowałem tak samo, jak Jane na widok zmartwychwstania Thora.

Bardziej od samego key artu zaskoczyły mnie komentarze pod nim wskazujące, iż jest to dokładnie taki sam plakat, jaki miał Iron Man 3. Ukochana głównego bohatera stoi z nim w identyczny sposób, tytuł i stopka są tradycyjnie na dole, a do obsady zastosowano ten sam krój, ale poza tym... że co?

Dla wszystkich młotów i zakutych (w zbroję) łbów przygotowałem proste porównanie, które powinno rozwiać wszelkie wątpliwości i uświadomić, iż nie, to NIE JEST ten sam plakat.

  

  Iron Man 3 Thor: The Dark World
Wrażenia
estetyczne
którakolwiek Grycanka seksowna struzanka
Kompozycja przypomina...  życie prywatne Roberta Downeya Jr.'a
w latach 90-tych
muskulaturę Chrisa Hemswortha (prawie*)
Kolorystyka irytujący hollywoodzki
schemat
 kojący chłód Jutenheimu
Szyja głównej
bohaterki
straszna jak u Gwyneck Paltrow smukła jak u Blacktalie Swantman
Co na to Loki? mrówka but

* Idris Elba lewitujący sobie radośnie na chmurce sprawia wrażenie, jakby został doklejony w ostatniej chwili, gdy całość była już gotowa. Nie wygląda to aż tak źle, by zepsuć obraz całości, ale trochę przeszkadza.

21:52, mierzwiak , Plakaty
Link Komentarze (4) »
sobota, 20 lipca 2013
Idź twardo: United Posters of America

Przy okazji notki o posterach Człowieka ze Stali (rewelacyjny film, tak swoją drogą) wspomniałem o śmierci mainstreamowego plakatu. Zdaję sobie sprawę, że to bardzo odważna teza, którą zweryfikuje tak naprawdę dopiero cały przyszły rok, jednak jak na razie nic się nie zmieniło i w dalszym ciągu uważam, że 2013 jest póki co najgorszym, jaki przydarzył się amerykańskiemu plakatowi filmowemu.

Jednym z postępujących zjawisk jest zacieranie się różnic między plakatami i nie chodzi tu o takie kwestie jak wszędobylskie iskry czy kolorystyka na jedno kopyto, na czele z nieśmiertelnym duetem pt. "Teal & Orange", bo to akurat zjawisko sięgające kilku lat wstecz. Pamiętacie czasy, w których plakaty filmowe się od siebie różniły i na pierwszy rzut oka dało się powiedzieć, z jakim filmem mamy do czynienia? Gdy dla każdego gatunku zarezerwowana była inna, charakterystyczna stylistyka?

Teraz to zaczyna się zmieniać, czego najlepszym przykładem postery czterech głośnych produkcji z tego roku - Pain & Gain (Sztanga i cash - serio?), Star Trek Into Darkness (nikt mnie nie zmusi do napisania, a już tym bardziej wymówienia polskiej wersji tego tytułu), White House Down (Świat w płomieniach) oraz The Lone Ranger (Jeździec znikąd).

  

  

Cztery różne gatunki, a nawet gatunkowe miksy, cztery różne konwencje i cztery plakaty oparte na tym samy, beznadziejnym założeniu: "Pokażmy widzom, że bohaterowie naszego filmu wiedzą jak się używa nóg!" Oczywiście każdy z tych filmów miał też inne postery (bohaterowie Pain & Gain dla przykładu nie tylko chodzą, ale również siedzą i stoją; ekscytujące, prawda?) więc to nie tak, że "idź twardo" to jedyny sposób, w jaki studia i agencje chciały nam te produkcje sprzedać, no ale litości, gorsze od tego są już tylko latające łby.

Tak się złożyło, że swoje premiery te obrazy miały w ciągu kolejnych czterech miesięcy (kwecień-lipiec) i owszem, może to być tylko (nie)szczęśliwy zbieg okoliczności, ale nawet jeśli nie jest to wystarczającym dowodem na omawiane tu zjawisko, to i tak pokazuje, jak bardzo agencje reklamowe stały się leniwe, a kampanie plakatowe nudne, ujednolicone i totalnie bezjajeczne.

PS. Zgadniecie który film wykorzystał idących bohaterów z doskonałym skutkiem? Cytując mnie samego: "Przy plakacie grupowym nikt się specjalnie nie napracował, ale to co jest tu szczególnie fajne, to przerzucenie punktu ciężkości na samych bohaterów, których liczba mówi sama za siebie i daje pojęcie o skali filmu, a ten jest diablo efektowny i spektakularny." KLIK

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 63