plakaty.blox.pl @ Facebook

Mierzwiak @ deviantART

OPIUM | Kino, film, plakaty, zwiastuny

Film - POLTERGEIST

kontakt

Blog > Komentarze do wpisu
"Chatroom" i fantazja polskich dystrybutorów
Zastanawiam się czy jest na świecie drugi kraj, w którym dystrybutorzy filmowi uciekają się do podobnych chwytów jak te, które stosuje się nad Wisłą. Mam tu na myśli prymitywne nawiązywanie (delikatnie mówiąc) do innych filmów i nie, nie chodzi mi o posterowe plagiaty, bo te nie są akurat niczym nadzwyczajnym, ale o umieszczane na plakatach teksty. Łączy je jedno - odwołują się zawsze do znanych, głośnych tytułów, które zazwyczaj mają na koncie spory, jeśli nie ogromny sukces kasowy i robią to w maksymalnie prymitywny i łopatologiczny sposób. Wbrew pozorom nie stosuje się tego aż tak często jak mogłoby się wydawać, ale jeśli już do tego dochodzi, reakcja jest tylko jedna: grymas zniesmaczenia, ewentualnie stare dobre przewrócenie oczami.

Przywoływanie hitowych produkcji to oczywiście nic innego jak socjotechniczna, marketingowa sztuczka mająca zachęcić do pójścia do kina poprzez budowanie określonych skojarzeń i jakkolwiek fatalne by to nie było, jestem w stanie zrozumieć tego typu działanie w przypadku polskich filmów. Miłość na wybiegu z jej jakże subtelnym "Diabeł ubiera się nie tylko u Prady ;-)" irytuje i wprawia w zażenowanie, owszem, ale faktem jest, że dystrybutor może sobie na takie rzeczy zwyczajnie pozwolić, bo to on bezpośrednio kreuje reklamę filmu, a nie dokonuje tylko tłumaczenia gotowych materiałów jak przy filmach zza Oceanu.

Pod warunkiem, że mówimy o produkcjach wychodzących pod szyldem największych hollywoodzkich wytwórni. To "góra" zatwierdza np. obsadę polskiego dubbingu animacji i jeśli komuś wydaje się, że okropne polskie tłumaczenia tytułów to radosna twórczość dystrybutora, jest w błędzie. Dlatego właśnie na polskojęzycznych plakatach - by daleko nie szukać przykładu - filmów o Batmanie nigdy nie zobaczymy idiotycznych hasełek wykorzystujących tytuły pokrewnych/konkurencyjnych produkcji ani gier słownych.

Gorzej sprawa ma się z obrazami, za którymi nie stoi żadne wielkie studio mające swojego oficjalnego przedstawiciela w naszym kraju, takiego jak np. Warner czy Imperial Cinepix. Oznacza to ni mniej ni więcej jak tylko to, że po nabyciu praw do filmu X przez któregoś z mniejszych, niezwiązanych z hollywoodzką machiną dystrybutorów jak Kino Świat, Monolith czy Best Film, mogą z jego reklamą zrobić co im się żywnie podoba. Dzięki temu dowiedzieliśmy się na przykład, że 2 Days in Paris (Dwa dni w Paryżu) to "Komedia pełna testosteronu nie tylko dla lejdis ;-)", a Rabbit Hole (Między światami) "Zaskakuje jak 'Inni', wzrusza jak 'Uwierz w ducha'", co zresztą jest tylko wstępem do większej afery. Marketingowa abominacja nie ogranicza się wyłącznie do samych tekstów i chyba każdy kto czytuje niniejszy blog pamięta o dokonywaniu plakatowej lobotomii na oryginalnych posterach, kreowaniu fałszywego obrazu filmu czy zamianie łatwego do przegapienia epizodu w jedną z głównych ról, co jest niczym innym jak bezczelną manipulacją i kłamstwem. À propos, ciekawe czy Quentin Tarantino i Peter Jackson kupili już na Blu-ray swój ulubiony film Monsters (Strefa X)?

Wymieniając wcześniej dystrybutorów pominąłem Vision, które najwyraźniej pozazdrościło kolegom sukcesów i postanowiło mieć swój wkład w kolekcję perełek umieszczanych na plakatach. Trzeba im przyznać, że odrobili pracę domową, bo tekst którym ozdobili poster filmu Chatroom razi (głupotą) z siłą eksplozji atomowej:



Co w tym głupiego? W sumie to nic, pod warunkiem, że twórcy Chatroom dysponują wehikułem czasu. Bo tylko podróż w czasie jest w stanie wyjaśnić jak to się stało, że obejrzeli Salę samobójców (w końcu żeby móc na coś odpowiedzieć, trzeba się z tym zapoznać), po czym nakręcili swój film i zaprezentowali go 9 miesięcy przed Salą. Jeśli właśnie rozbolała Was głowa i czujecie się jak Marty McFly podczas monologu dr Browna na temat kontinuum czasoprzestrzennego, służę pomocą w postaci krótkiego harmonogramu premier obu filmów:

- Chatroom - 14 maja 2010 (festiwal w Cannes)
- Sala samobójców - 12 lutego 2011 (festiwal w Berlinie)

Niech jednak nikt nie myśli, że ten absurd jest wyłącznie tym, na co wygląda, bo to w równym stopniu kuriozalna próba ugryzienia tortu pt. Sala Samobójców jak i przykrycia faktu, że kolejny film trafia na ekrany naszych kin z godnym politowania opóźnieniem.
 
Tekst na samym dole krzyczy "Nie daj się wylogować!", choć bardziej na miejscu byłoby "Nie daj się wyrolować!".

PS. Ze względu na sporą różnicę czasu dzielącą premiery obu filmów i - z tego co czytam w komentarzach na Wykopie - podobieństwo między nimi może powstać wrażenie, że tak naprawdę to Sala samobójców stanowi odpowiedź na Chatroom, ale to również nie jest możliwe. Obie produkcje powstawały niemal w tym samym czasie z zastrzeżeniem, że to zdjęcia do Sali rozpoczęły się wcześniej, bo 14 listopada 2009 roku, do Chatroom natomiast na początku 2010 (dokładnej daty nie udało mi się ustalić).
wtorek, 20 grudnia 2011, mierzwiak

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: MrMarQx, *.adsl.inetia.pl
2011/12/20 22:53:36
Dzięki za podsumowanie tego polskiego dziadostwa (bo nie wiem, jak inaczej można byłoby to nazwać). Tekst z plakatu "Chatroom" jest jedną z żałośniejszych spraw w tym roku, jeżeli chodzi o polskie plakaty. Dosłownie "przegięli pałę". To co robią polscy dystrybutorzy, woła o pomstę do nieba.
-
Gość: Karo_karo, *.adsl.inetia.pl
2011/12/20 23:32:57
Jednym z najbardziej chamskich tekstów umieszczonych na plakacie jest wstawka u góry plakatu "Tinker Tailor Soldier Spy" (polski tytuł krótszy, ale z całego serca go nienawidzę): "Jak zostać szpiegiem". SPOILER SPOILER SPOILER Mam już gdzieś to łopatologiczne nawiązanie i perskie oko do nowych fanów Colina Firtha - to jest, k*rwa, sprytne ujawnienie zakończenia i gdybym przed obejrzeniem filmu czytała, o czym w ogóle on jest, to patrząc na plakat na 99,9% domyśliłabym się rozwiązania zagadki. Ale pobicie pod tym względem "Chatroomu" będzie naprawdę bardzo trudne. Nie żeby ktoś miał zaprzestać starań...
-
Gość: antykolor, *.fn.pl
2011/12/21 11:47:30
Trafiłem na to na wykopie. Dobry artykuł. Szkoda, że tak mało osób czyta ten blog.
-
ratyzbona
2011/12/21 14:23:14
Dla mnie już samo takie umieszczenie tekstu na plakacie automatycznie dyskwalifikuje film. nienawidzę kiedy ktoś mi wamwia, że coś jest "odpowiedzią" na jakiś inny film. Nikt tak nie kręci filmów. To trochę jakby na smurfach napisać " odpowiedź na Avatara"
-
Gość: sektor, *.acn.waw.pl
2011/12/21 14:54:50
"Dla mnie już samo takie umieszczenie tekstu na plakacie automatycznie dyskwalifikuje film. nienawidzę kiedy ktoś mi wmawia, że coś jest "odpowiedzią" na jakiś inny film. Nikt tak nie kręci filmów." - niektórzy tak kręcą filmy np. "Rio Bravo" było odpowiedzią reżysera na "W samo południe", który to film uważał za bzdurny i że zrobi go lepiej. No i zrobił.
-
Gość: shivadog, *.142.198.145.metrointernet.pl
2011/12/21 16:49:35
Może marne to pocieszenie, ale zrzynanie nie jest polską domeną. Zerknijcie tu:

christophecourtois.blogspot.com/search/label/affiche

Cały świat plakatu filmowego to jest jedna wielka nomen omen "klisza".
Wszystko sprowadza się do powielania wzorców.